
Brikolaż (fr. bricolage) w sztuce jest techniką, w której dzieło jest konstruowane z rozmaitych dostępnych materiałów.
Cenię sobie artystów, którzy nie oglądając się na obowiązujące trendy, a czasem nawet na przekór tym trendom, wyrażają siebie i swoją wizję muzyki. W ten właśnie sposób bardzo zyskał w moich oczach Mike Patton. Bo o ile jego macierzysta formacja, Faith no More, była mniej lub bardziej mainstream'owa (co oczywiście nie jest samo w sobie żadną ujmą), o tyle jego następne dziecko dryfowało z dala od głównego nurtu. Fantômas to chyba najbardziej niedoceniona supergrupa w historii. A na miano super grupy zasłużyła sobie z całą pewnością, wystarczy spojrzeć na skład: Patton, Lombardo i dwóch Melvinsów. Pięknym przykładem ich muzycznego wyemancypowania jest nagranie "Delirium Cordia". Jak podpowiadają sami twórcy, jest to concept album krążący wokół idei operacji chirurgicznej na żywca. Album, swoim rozpoczęciem do złudzenia przypomina "Lark's tongues in Aspic" - delikatne i melodyjne dźwięki przeszkadzajek przeplatane mocnymi uderzeniami gitarowych riffów wspartych perkusyjnym crescendo. Chwilę później instrumenty milkną, a do akcji wkracza najwyraźniej chirurgiczny skalpel (kto wie, może wcześniejsza burza dźwięków ewokować ma rozpoczęcie cięcia), gdyż słyszymy dźwięk mlaskania ludzkich bebechów, któremu wtóruje zawodzenie tybetańskiego chóru (czyż nie jest to cudownie >od czapy< ?). Potem zaczyna działać, podane zapewne chwile wcześniej anestetyk. Nie wszystko idzie jednak zgodnie z planem, ponieważ delikwent częścią siebie wciąż słyszy jak grzebią mu we wnętrznościach oraz - ku jego przerażeniu - ciutkę nieudaną próbę przywrócenia jego funkcji życiowych, skwitowaną dramatycznym "we're gonna lose this guy", po którym pacjent pogrąża się w stanie klinicznej śmierci. Ta z kolei stała się pretekstem i usprawiedliwieniem, do stworzenia na tym albumie cudownego melanżu tak skrajnych muzycznych stylów, że nikt na słowo nie uwierzył by, że mogła z tego wyjść taka, mająca ręcę i nogi [sic!], zgrabna całość. Fortepiany, zgrzyty, plumkania, piski, gwizdania, cyfrowe tykania, szumy, bicia, śpiewy, krzyki, pikania, rozbijające się fale, hawaje, budziki, hardy, kolejki wąskotorowe, ćwierkania, rozstrojone odbiorniki, śmiechy, kosze na śmieci, brzuchomówcy, winylowe trzaski, pogłosy, odgłosy, echa, kołysanki, nawet dentystyczne wiertła i msza[...] Lista nie jest zamknięta, myślę, że każdy może usłyszeć coś dla siebie. Zapewne, to całe życie stanęło mu przed oczami. A potem zgon.
Odważne.


