19.4.11

Gdy myślę optymistycznie o przyszłości, to słyszę w niej muzykę - nie jedną, lecz wszystkie jej rodzaje

- John Cage

Amen.

6.4.11



faktura:
1.sposób koordynacji melodii i harmonii.
2.charakterystyczne cechy powierzchni przedmiotu.


Jeśli chciałoby się mówić o fakturze muzyki, bardziej oczywistą z dwóch wyżej wymienionych definicji wydawać by się mogła pierwsza z nich. I gdyby wziąć na warsztat pierwszy lepszy utwór, patrząc przez pryzmat jego naturalnej instrumentalnej polifoniczności, rzeczywiście odnoszenie się do pierwszej definicji byłoby jak najbardziej trafne. Co raz częściej jednak utwory muzyczne rezygnują częściowo lub zupełnie z muzycznych paradygmatów melodii, rytmu i harmonii, na rzecz szumu, arytmii i dysonansu. W takim przypadku odwoływanie się do pierwszej definicji, jakkolwiek również słuszne - wszak szumy mogą w utworze koegzystować na takich samych prawach jak wszelkie inne dźwięki tworząc pewną fakturę (rozumianą jako sposób koordynacji dźwięków właśnie) - wydaje się być nieco mniej adekwatne. Fakt ten bardzo dobrze unaocznia (lub jak kto woli - unausznia) akuzmatyczna twórczość Christiana Fennesza. Ostatnio zasłuchałem się trochę w "Venice" i wciąż towarzyszyło mi nieodparte wrażenie, iż idealnym pojęciem za pomocą którego można tę płytę opisać jest właśnie jej faktura. Faktura rozumiana jako charakterystyczna cecha powierzchni d ź w i ę k u. Dźwięk jak wiadomo, powierzchni jako takiej nie ma. Sęk w tym, że brzmienie na "Venice" nie flirtuje także zbyt wiele ani z melodią ani z rytmem, rzadko z jakąkolwiek harmonią. Trudno zatem określić jego fakturę w klasycznie muzycznym tego słowa znaczeniu. Wsłuchując się w kolejne utwory można jednak dojść do wniosku, że muzyka tu została obdarzona właśnie atrybutem tej "drugiej" faktury. Z głośników dobiegają bowiem szorstkości, chropowatości, czasem metaliczne gładkości, różnego rodzaju szumy, zgrzyty i skrzypienia. Wszystkie osadzone w sennym, dronowym basie. Wycinki pewnej rzeczywistości. Pewnej nieskończoności. Przestrzenne impresjonistyczne krajobrazy bez konturów.

Wydawnictwo wymaga od słuchacza pewnej uwagi i skupienia, które zostają wynagrodzone odmalowaną w głowie niezliczoną ilością obrazów wynurzających się z tej (tylko) pozornej krzątaniny dźwięków. Odstępstwami od fakturalnego charakteru płyty są "Transit" - tu odstępstwo jest jednak tylko częściowe, gdyż w tle melodyjnego wokalu słychać znajomy noise - oraz gitarowa "Laguna", która ewidentnie stanowi wyjątek mający potwierdzajać regułę.

1.4.11

24.3.11


Powinny być szybsze - przekonuje jeden ze warszafskich radnych.
...
<ściana>

21.3.11

18.3.11




paint me as you see me
paint me as I see me
paint me as a dead soul

♦♦♦

15.3.11

wtorekwieczór


ticking away the moments that make up a dull day

wtorekrano



letkie zagięcie czasoprzestrzeni

3.3.11

where's the white frame?
gone.
oh, well, whatever.

1.3.11




Played by the gate at the foot of the garden,
My view stretches out from the fence to the wall,
No words could explain, no actions determine,
Just watching the trees and the leaves as they fall.

"The Eternal" - Joy Division


"Nic osobistego" to rodzaj filmu, który co raz rzadziej przedziera się do szerszej publiczności. Dzisiejsze kino przyzwyczaiło nas, iż jest pełne wykrzykników. W filmie Urszuli Antoniak przeważają zaś wielokropki, pauzy i znaki zapytania. Wiele tu niedopowiedzeń, zadumy. Brak nagłych zwrotów akcji. Fabuła prowadzona jest w taki sposób, iż nawet w pierwszym uśmiechu bohaterki (który pojawia się niemalże w połowie filmu) jest coś magicznego i przenikającego do głębi. Takimi subtelnościami film urzeka niemalże od pierwszej do ostatniej sceny. Jak już wspominałem, na próżno szukać tu hollywoodzkiego rozmachu - wszystko dzieje się raczej między słowami, bardziej znaczące od dialogów bohaterów (których zresztą jest jak na lekarstwo) jest ich milczenie. W filmie ukazany jest proces odnajdywania przez Anne swojego prawdziwego "ja", które zatraciła zapewne na jakimś życiowym zakręcie. Początkowo zranionej, nieufnej, poszukującej ("samotność"), udaje się jej jednak przełamać, otworzyć i zapomnieć ("koniec związku") co pozwala jej odnaleźć nową drogę życia ("małżeństwo"), która zaprowadzi ją do znalezienia swojego miejsca na ziemi oraz ukojenia. ("początek związku"). Ukojenia, które jednakże okazuje się być chwilowe, ponieważ los -koniec końców- skazuje bohaterkę na bycie (może wiecznym) tułaczem, nieposiadającym na świecie nic osobistego ("samotna"). Obraz bardzo przejmujący, który mimo bardzo skromnych środków wyrazu robi ogromne wrażenie i nie pozostawia obojętnym.

16.2.11



today
and tomorrow
- at glance

a shroud of clouds
covers venus with oblivion

serenity

11.2.11

her soft bright skin shines
with dim gray light

she swallows the stars
and embraces the night

up
up
up

into the black