
zło - zło to stan nieistnienia, nieobecności lub zakłócenia dobra rozumianego jako stan w jakim Bóg (osobowy absolut), chce aby rzeczy się znajdowały.
Czasem lubię utaplać swoją, na pozór dobrą duszyczkę w jakimś brudnym i złym błocie. W takich razach, z pomocą przychodzi Horse Rotorvator. Terapia błotna w tandemie z tą płytą jest o tyle miła, że błoto wydaje się na pierwszy rzut oka być kusząco czyste i przyjemne. Dopiero po pierwszym susie w nieznane - ku uciesze tych, którzy tego oczekują - daje odczuć swoją zupełnie nieobliczalną mroczną głębię pełną perwersji w pozornie lukrowej otoczce. Nie ma tu zgrywania "złego" na siłę. Na tej płycie przychodzi to łatwo niczym splunięcie, przy tym jest porażająco prawdziwe i świadomość tej prawdziwości przeszywa umysł jak zimny wiatr. Ta płyta sięga do (chyba) najciemniejszych zakamarków mnie, odkrywa to co (chyba w każdym) tam drzemie, a więc świadomą lub nie fascynację, kuszącym niczym zakazany owoc, złem. Jeśli bowiem dobro postrzegane ma być jako wola boża, a Bóg jest sadystą ("blood form the air"), to zło w tym zestawieniu jawi się niczym cudowna alternatywa. Wywrócenie do góry nogami wszystkich wartości, biczowanie uszu surowymi dźwiękami oraz gwałt mózgu, a wszystko to serwowane, zdaje się, z dobrym znieczuleniem, gdyż ani przez chwilę nie boli, wręcz przeciwnie - jest dość błogo i przyjemnie. Sprawia to, że po każdym kolejnym przesłuchaniu zmuszony jestem do zastanowienia się nad ludzką naturą, w tym oczywiście swoją własną, ,bo może nie do końca wszystko z nią w porządku, jeśli na płytę taką jak ta jest tam zapotrzebowanie? ...cudowne zakłócenie ...